czwartek, 3 stycznia 2013

Lbn.

Z notatnika:
02.01.2013r.
"Od ponad godziny się w izbie przyjęć, a raczej w kolejce do izby przyjęć. W dodatku z tego co widzę chcę mnie z tej kolejki wysiudać. To w sumie oczywiste dla starszych, obłożnie chorych ludzi, że młoda, zdrowo wyglądająca dziewczyna może sobie poczekać. Nikt nie pomysli, że jestem zmęczona i śpiąca bo musiałam jechać tu 1,5 godziny lekko przestraszona bo Tata zostawił mnie samą a w pobliżu nie ma żadnej znajomej pielęgniarki ani znajomego lekarza. Chciałam być dobra i ustąpiłam miejsca siedzącego. Moja dobroć została deceniona. :)"

No. Czekałam w sumie 3 godziny. Po czym zostałam zaobrączkowana i odesłana na oddział. Bardzo miłe towarzystwo na sali bo po pierwsze jest na tylko dwie a po drugie w końcu rozkładają pacjentów w miarę możliwości wiekowo.

03.01.2013r.
"Zastrzyki dwa razy dziennie, naświetlanie raz dziennie, jedzenie i smarowanie trzy razy dziennie. Książka, komputer, sen i tak w kółko. Krzyżówki z Magdą, oglądanie widoków zza okna, sen, kolacja. Jako pierwsza z przyjętych pacjentów zostałam zaobrączkowana, żebym nie uciekła do Stokrotki. Boże... Nie ma jeszcze 9. Tak to jest kiedy się wstaje o 7:00. Wizyta, smarowanie, wycieczka co apteki i kaplicy, książka. Mam nadzieję, że w miarę szybko mnie stąd wypuszczą... KSIĄŻKA!"

Ogólnie rzecz biorąc w szpitalu jest strasznie zimno, ale już wczoraj dostałyśmy z Magdą grzejnik od pielęgniarek. Śpimy w dresach i bluzach i pod kocami. Jedzenie w szpitalu, jak to jedzenie w szpitalu. Musimy się dokarmiać. Wczoraj był "pasztet" z marchewką, ziemniakami i pietruszką. Dzisiaj szynka standardowo. Może jutro będzie jakiś ser albo coś.
Wczoraj nasza sąsiadka włączyła telewizor i z full dźwiękiem oglądała pogrzeb biskupa. Po usłyszeniu słów "na tym łez padole" stwierdziłam, że jest szurnięta i postanowiłam postanowiłam ograniczyć kontakt z nią do minimum.
W sali oprócz standardowego wyposażenia mamy: wózek inwalidzki raz, stojak na kroplówki sztuk dwa i stolik dla obłożnie chorych sztuk dwa. Nowe łóżka i szafki bardzo dobrze się sprawują, a wieczorem okno dostarcza nam piknych widoków roświetlonego lublina. Nie widać brudu i szarości betonowych ścian budynków tylko noc i tysiące pomarańczowych światełek.

No dobrze, pora na mnie. Troche głodniałam :P Trzymajcie się Misiaczki moje. Zdjęcia dodam po powrocie bo tutaj nie mam takiej możliwości.

Lama zawsze tęskni za swoimi! ; (


1 komentarz:

  1. Trzymaj sie kochana!! I napisz tu do mnie jakie naświetlania i jak Ci ponich!?!? :) pozdrawiaki buziaki uzdrawiaki!!

    OdpowiedzUsuń